wezbrało
we mnie słonecznym ciepłem
we mnie czerwonością wełny
po krawędź dzbana
niepostrzegalną namiętnością
wezbrało
wyobrażalnym zapachem twojej skóry
we mnie krople twojego potu
po krawędź mojego opanowania
po gorąco moich policzków
wezbrało
dotykalnością nie dotkniętego
we mnie
w poszukiwaniu tego co wiem
we mnie
po krawędź dostrzegalności
bez pozbawienia przyjemnego
bogactwa
wzięłam sama z miejsca które wskazałam
w blasku twojego oliwkowego spojrzenia